Tytułem wstępu. Mam nadzieje, że Was tym nie urażę. Jeśli Twoje dziecko samodzielnie nie chodzi to czy je do tego zmuszasz? Kupujesz chodziki, popychacze, bądź prowadzasz za rękę? Bo ja NIE! Jeśli bobas będzie na tyle silny sam w odpowiednim momencie pójdzie.! To dlaczego zmuszasz malucha do pierwszej marchewki w wieku 4*** bądź 6 miesięcy. Bo musi? Bo tak napisali w broszurach? Pozwól dziecku samemu zdecydować kiedy będzie odpowiednia na to pora. Uwierz mi Bobas Lubi Wybór! Nic na siłę. Wszystko w odpowiednim czasie. 




Mój najmłodszy za moment skończy rok. Tak, tak rok. Kiedy to zleciało nie wiem. Mamy póki co dwa ząbki, raczkujemy wszędzie gdzie się da. Czy pójdzie sam przed roczkiem? Tego jeszcze nie wiem. W sumie im dłużej dziecko raczkuję tym lepiej dla jego rozwoju. Ogólnie rok zleciał nam bardzo, ale to bardzo szybko. Jak będzie na to gotowy to pójdzie. I tyle. Tak samo jest z rozszerzaniem diety dziecka. Wg. wszelkich broszurek, ulotek czy innych informacji. Najlepiej jest jeśli karmiąc piersią zaczniemy przygodę z rozszerzaniem diety po skończonym 6 miesiącu życia. Bobas karmiony MM po 4 miesiącu życia. Przy Adasiu do tematu podeszłam właśnie tak-książkowo. Trochę schematycznie. Dziś tego żałuję. Czego dokładnie? A tego, że nie pozwoliłam mu wybrać. Pewnie pomyślisz, że przesadzam. Ja jednak widzę różnice. Wiadomo, że przy pierwszym dziecku człowiek wie tyle ile wie. Prawie nic. Adaś karmiony był piersią do 1,5 roku. Żałuję, że nie pozwoliłam mu wybrać. Tzn zdecydowałam za niego. Leo będzie karmiony -mam w planach do samoodstawienia. Sam zdecyduje kiedy koniec. No dobra bo się rozpisałam. Wracając do tematu. Jakiś czas temu w tym wpisie napisałam co nie co na temat "Bobas Lubi Wybór" dziś dalej idziemy tą metodą. Czy jest ciężko? Powiem tak. Bywały kryzysy. Bo np Leo był taki czas, że chciał tylko moje mleko. Całą resztę, którą mu podstawiałam wywalał-dosłownie z talerza. Wiedziałam, że to minie. Nic na siłę. Nie chciał teraz. To spoko. Zaczął później. Zanim jednak wprowadziłam tą metodę, czekałam aż będzie dobrze, stabilnie sam siedział. Bo to w tym jest najważniejsze. Dziecko musi samodzielnie-sztywno siedzieć. Ten czas nastąpił chyba jakoś po skończonym 7 mc. Wcześniej były próby na moich kolanach. Leo sam zaczął interesować się jedzeniem mając skończone pół roku. Pozwoliłam mu na macanie, dotykanie, "smakowanie" wszystkiego zanim posadziła go do jego krzesełka.

Jak to wyglądało w praktyce?!


Dziwienie innych dookoła i niedowierzanie, że taki bobasek bez zębów jeszcze, może samodzielnie zajadać np pomidora, ogórka, czy jabłuszko. Od czego zaczęłam już nie pamiętam. Była to chyba gotowana marchewka w słupki. Dostał na talerz. Wziął do rączki i próbował. Potem były wszystkie inne warzywa sezonowe-prosto z babcinego ogródka. To co mu nie posmakowało, to był kalafior i burak. Niestety do dziś te dwa warzywa mu nie smakują. Nie uważam tego za złe. Czy Tobie wszystko smakuje? Z pewnością jest coś czego nie lubisz i nikt Cię do tego nie zmusza. Tak też nie wolno tego robić dzieciakom. Jeśli nawet myślisz to przemycić w zupie(krem) uwierz mi, że ta zupa nie zasmakuje maluchowi. Leo bardzo upodobał sobie brokuł.  Gotowany prosto z wody. Tutaj na tym filmiku widać jak sam sobie świetnie z nim radzi.








Sami widzicie, że idzie to całkiem zgrabnie. Początkowo nie chodzi tutaj o to by maluch się tym najadał. Dla maluszka najważniejsze jest mleko do jego pierwszego roku życia. Tutaj chodzi o to by przez zabawę nauczył się różnych smaków, konsystencji. Prawidłowego gryzienia, mielenia, połykania. Itp itd. Zaraz pewnie pomyślisz a jak się zakrztusi, zadławi? Bez obaw. Oczywiście musimy uważać. Nie wolno pozostawiać malucha bez opieki z takim jedzeniem. Ale zaufajmy maluszkom. Jak dziecko samo siedzi-stablinie i sztywno. To prędzej samo wypluje większy kawałek np. banana niż go połknie. Pamiętam pytanie mojej dobrej koleżanki. Ale to co Leo odgryza kawałki i je połyka? Tak bez pogryzienia ich wcześniejszego? NIE!! On je normalnie gryzie. Rozgryza, mieli i albo połyka jak coś smakuje albo wypluwa. Tak bez zębów daje sobie normalnie radę? A no daje. Dziś obecnie ma dwa i też świetnie sobie radzi. 


Potem były wszystkie owoce. Jasne, że nie naraz. Stopniowo. Tylko tak by sprawdzić czy występowała po czymś alergia czy nie. Wiadomo każde dziecko inne. A mając w domu alergika(starszy synek) to była szansa, że na coś może reagować Leo. Na szczęście, odpukać nic takiego się nie dzieje. 

I tak z dnia na dzień. Z tygodnia na tydzień wachlarz smaku rósł. Leo razem z nim. Serio nawet nie wiedziałam, że tak dziecko może szybko posmakować różności.


Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ewa TK (@bez_owijania_w_bawelne)


KOMENTARZE INNYCH

Tego mu jeszcze nie podawaj, bo za mały. Surowe owoce on je? No coś Ty będzie bolał go brzuch. Ale on bez zębów tak może? Nie jest jeszcze na to za mały. Dlaczego je samodzielnie? To Ty papek nie robisz? Nie gotujesz na dwa gary? Surowy pomidor? Surowa malina? Ej bo zepsujesz mu żołądek. Ty podajesz mu mozzarelle? A to przypadkiem nie za tłuste?! Ogórek? Też surowy... Nakarm go to więcej zje. Mniej bałaganu. Szybciej będzie jak go łyżeczką nakarmisz. A zupę to jak je? I takich historii to mogła bym dużo, dużo... Oczywiście jednym uchem słucham drugim wypuszczam i robimy swoje. A Leosiowi jak coś smakuje to aż mruczy podczas jedzenia.







 CO Leo Uwielbia najbardziej?! 

Wybór. Jedzenie! A tak serio to pomidory, ogórki surowe, kiszone. Mozzarelle, banany(choć chyba mu się przejadły) bo ostatnio to bardziej się nimi bawi niż je. Na czasie są też teraz mandarynki, pomarańcze, liczi(od czasu do czasu) Brokuły, bataty, rzodkiewka z twarożkiem, rosołek i gotowana marchewka, seler, pietruszka. Maliny. On chce kosztować i smakować wszystko to co widzi na naszych talerzach. Pozwalam mu na to. Dzięki temu na naszym talerzu jest zdrowiej, smaczniej. No i oczywiście cycuś nadal jest na pierwszym miejscu. Z tego nie rezygnujemy. 




Jabłko zajadamy w całości bo tak smakuje najlepiej.


Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ewa TK (@bez_owijania_w_bawelne)  DT

Pomidorki w akcji.


Film zamieszczony przez użytkownika Ewa TK (@bez_owijania_w_bawelne)

Tak wyglądają obiadki Leo. Smacznie i zdrowo.


Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ewa TK (@bez_owijania_w_bawelne)


PODSUMOWUJĄC!!


Czy warto zaczynać BLW? Jasne, że warto! Serio! Dziś Leo ma zaraz rok a tyle już posmakował. Gdzie Adaś jak był w jego wieku to się zastanawiałam, czy może rybkę, czy mandarynkę. Głupia ja była oj głupia :) Bo się bałam. Choć smaki dzieciakom się też zmieniają. Bo Adaś np. uwielbiał kiszone ogórki a dziś na nie nie spojrzy. Uwielbiał mandarynkę i dziś cieżko go przekonać do tego owocu. Czy BLW będzie miało jakiś wpływ na zmianę smaku- zobaczymy za jakiś czas. Dziś jestem bardzo zadowolona z podjętej decyzji. Nie żałuję, że się odważyłam i zamiast papek podawałam normalne jedzenie. Dziecko prowadzone BLW nie ma problemu z jedzeniem np w restauracji. Powiem Ci jeszcze jedną anegdotkę. Byliśmy jakiś czas temu(październik) na imprezie w restauracji. Otrzymaliśmy stoliczek dla Leo. Nakarmiłam go trochę piersią przed samym wyjściem. A ten jak wiedział, że siedzi przy krzesełku do jedzenia. Tak od razu czegoś chciał. Głupio tak jak większości gości jeszcze nie ma coś ruszać ze stołu. Ale były winogrona które uwielbia. To oskubałam kilka ziarek i mu je dałam. To było za mało... bo zjadł całą marchewkę z Adasiowego talerza w którym miał być rosół. Oczywiście rosół też skosztował. Mięsko również. Nie były to gigantyczne porcje. Ale musiał spróbować wszystkiego. Mina gości siedzących obok-bezcenna. Kiedy siedział na kolanach u męża chwycił frytkę. Także ciekawość smaku na pierwszym miejscu.

Pamiętajmy. Nie zmuszajmy maluszków do jedzenia. Za tatusia, mamusie czy babcie. Bo to przynosi odwrotny rezultat. Dziecko się przejada i zniechęca do jedzenia. Potem słyszysz a bo on/ona niejadek... Bzdura. Nie ma czegoś takiego. Czym skorupka za młody nasiąknie tym na stare lata... A drożdżówka to nie posiłek. A by zjadł cokolwiek! Dziecko jak jest głodne samo przyjdzie i powie. Przecież nie zrobi sobie krzywdy. To jeśli nie zmuszałaś malucha do samodzielnego chodzenia(bo już musi przedpretać roczek) to nie zmuszaj go do jedzenia. Bobas lubi wybór-Pamiętaj. Acha... Czy któraś może z Was miała taką Zastawę dla Maluszka? 



Pozdrawiam.

***Kiedyś tak było, że po 4 miesiącu dziecku na mleku modyfikowanym można było zacząć podawać pierwsze pokarmy. Dziś WHO  wyrównało ten czas i zaleca dzieciom karmionym MM również rozszerzanie diety po 6 miesiącu życia. 







Nie wiem jak to u Ciebie, ale dla mnie pielęgnacja to kwestia priorytetowa. Nie wyobrażam sobie dnia bez użycia odpowiedniego kremu, balsamu czy innego mazidła, który sprawi, że moja skóra będzie gładka, jędrna i delikatna. W dzisiejszym wpisie pokażę Ci, kosmetyki, który skradły moje serce. Nowość na Polskim rynku. Kosmetyki najnowszej generacji. Aqua Pi Cosmetics to pierwsze na świecie dermokosmetyki, które zawierają w swojej recepturze wodę naładowaną słabymi polami elektromagnetycznymi*






Aqua Magica-woda naładowana słabymi polami elektromagnetycznymi jako aktywny składnik produktów Aqua Pi Cosmetics wykazuje działanie pobudzające mechanizmy regeneracyjne skóry, łagodzi podrażnienia i znacząco poprawia wygląd skóry. Ponadto wzmacnia działanie pozostałych substancji czynnych i sprawia, że szybciej możemy zauważyć działanie kosmetyków na własnej skórze. 



Krem który posiadam jest to naprawczy krem głęboko odżywiający oraz wzmacniający strukturę kolagenu. Możemy stosować na dzień oraz na noc. Krem wzbogacony jest w składniki aktywne takie jak: inteligentny kompleks cyklodekstryny i tripeptydu które wykazują działanie regeneracyjne, zwiększają produkcję kolagenu, pobudzają syntezę kwasu hialuronowego. Redukuje typowe oznaki starzenia się skóry. Ten inteligentnie działający lipopeptyd działa przeciwzmarszczkowo wypełnia zmarszczki od wewnątrz, redukuje ich głębokość dając widoczny efekt jędrniejszej skóry. Substancje czynne o działaniu nawilżającym przywracają skórze jej komfort oraz chronią przed utratą wody. Formuła kremu, która jest odpowiednio skomponowana, pozwala odzyskać skórze młody, promienny wygląd. Krem idealnie sprawdza się jako baza pod makijaż. Można stosować go również dla cery dojrzałej. Moim zdaniem, krem idealnie sprawdzi się w tej porze roku(zima) Zwłaszcza, że po upalnym lecie- skóra wymaga większej dawki "wzmocnienia". Krem jest niesamowicie wydajny. Używam go już od dłuższego czasu a mam wrażenie, że jeszcze mi starczy a starczy... Bardzo szybko się wchłania. Nie powoduje uczucia ściągniętej skóry. Moim zdaniem jest on wart wypróbowania. Sama lubię nowości kosmetyczne. A jeśli się już coś sprawdza to w ogóle. 


Jak zatem sprawdza się krem pod oczy?


Z tzn. workami pod oczami walczę chyba od kiedy pamiętam. Stosowałam już wszystkiego. Raz bywał lepiej a raz gorzej. Mam też wrażliwe oczy ze względu na alergię. Muszę też uważać na to co używam. Ze względu na alergię właśnie. No ale wracając do tematu. 
Krem redukujący oznaki zmęczenia skóry wokół oczu.

Zawarty w kremie najnowszej generacji kompleks substancji czynnych eliminuje przyczynę powstawania cieni pod oczami: poprzez zagęszczanie i ochronę sieci mikro naczyń, zapobiega kruchości naczyń kapilarnych prowadzącej do powstawania niebieskich i brązowych przebawień pod oczami. Rozjaśnia ciemne kręgi pod oczami i redukuje ogólne wrażenie zmęczenia. Krem zawiera również ekstrakt ze świetlika. Jego działanie zmniejsza uczucie obrzękniętych i ciężkich powiek. Łagodzi podrażnienia i zmęczenie wywołane m.in długim czytaniem(co u mnie ostatnio bardzo jest na czasie) lub pracą przed komputerem. Krem stosuję z ogromną przyjemnością. Worki pod oczami zlikwidować całkiem się nie zlikwidowały, ale jest poprawa. Z cieniami za to radzi sobie super. Jeśli więc i Ty borykasz się z przebarwieniami pod oczami, cieniami to ten krem jest dla ciebie. Serio! I jeszcze jaki wydajny. Wchłania się równie szybko. 


Podsumowując oba kremy są godne uwagi oraz wypróbowania. Jaki wpływ na skórę mają kosmetyki Aqua Magica, która jest zawarta w dermokosmetykach? 

  • pobudza regenerację, 
  • usprawnia krążenie i dotlenia,
  • rozjaśnia i poprawia koloryt skóry, 
  • działa antybakteryjne,
  • zmniejsza aktywność gruczołów łojowych(idealnie sprawdzi się przy cerze mieszanej) 
  • wpływa na wygładzenie zmarszczek oraz bruzd. 




Zapytacie mnie teraz jaka cena i gdzie kupić? Otóż jak na kremy z takimi składnikami aktywnymi oraz właściwościami to ceny są bardzo przystępne. Regenerujący krem naprawczy to cena 44,99 zł. Natomiast krem pod oczy-redukujący oznaki zmęczenia skóry wokół oczy to cena 29,90 zł. Sami przyznacie, że ceny są kuszące. Te i wszystkie inne produkty dostępne są w sklepie internetowy. 


*Aqua Magica, wodą naładowaną słabymi polami elektromagnetycznymi, która w postaci żelu otrzymała we Włoszech Cartificato Ministero della Salute (Certyfikat Ministerstwa Zdrowia) potwierdzający jej dobroczynne działanie na skórę, m.in.: łagodzenie podrażnień, przyspieszenie gojenia stanów zapalnych oraz wyrównanie i poprawę kolorytu skóry.


Zapraszam również do sklepu internetowego Tutaj


A Ty jakich kosmetyków używasz do codziennej pielęgnacji? 







Wyobraź sobie pokój pełen zabawek. Wyobraź sobie pudła z klockami lego city, lego duplo, klockami drewnianymi. Wyobraź sobie mnóstwo lalek, samochodów i innego rodzaju zabawek. Dla chłopców i dziewczynek. Istny raj. Prawda? Dzieciaki z roku na roku są coraz starsze, coraz mądrzejsze oraz bardziej bystre. Ty jako- rodzic masz nie łatwe zadanie. Wychowanie dziecka to chyba najtrudniejsza lekcja w życiu. Ci, którzy dzieci jeszcze nie mają myślą, że to takie łatwe przecież. Dzieci uwielbiają zabawę. Uwielbiają jak bawi się z nimi rodzic, rówieśnik czy rodzeństwo.   W dzisiejszym wpisie przedstawię Ci kilka propozycji gier, które pokocha każde dziecko. Nawet to w wieku przedszkolnym. Są to propozycje, które niesamowicie rozwijają umysł, wyobraźnię. Uczą zdrowej rywalizacji. Uczą, że nie zawsze się wygrywa. Pokazują, że czasem trzeba ponieść porażkę. Takie wspólne gry jednoczą rodzinę. Pozwalają na spędzenie ze sobą niezwykłych chwil. Teraz kiedy za oknem jest szaro, wieczory są bardzo długie. Nie ma nic lepszego jak wspólnie spędzony czas. 




Propozycje które przedstawię świetnie sprawdzą się również jako prezent od Mikołaja. Nie musi to być kolejna zabawka. Gra planszowa jest niesamowitą alternatywą. I uwierz mi, wiem to z własnego doświadczenia. Mój 5 latek uwielbia gry planszowe. 



Dobble. Coś nad czym myślałam już od dawna. Pierwszy raz spotkałam się z ta grą u znajomej. Niesamowicie kreatywna, rozwijająca wyobraźnie. Wiedziałam, że kupię ją Adasiowi. Nie zdążyłam, bo chrzestny mnie ubiegł i Adaś otrzymał ją na urodziny. Niezależnie od wybranego wariantu gry, zadaniem grających jest odnalezienie na dwóch kartach wizerunku tego samego zwierzątka, nazwanie go, a następnie zabranie, odwrócenie lub przełożenie karty- zgodnie z zasadami minigry, która się wybierze. Wariantów gry jest 5. Ta gra wciąga niesamowicie. Sami z mężem kiedy już chłopaki smacznie śpią gramy. Niesamowity ubaw. Bo wydaje się, że to przecież takie proste. Odszukać zwierzaka, nazwać go i gotowe. Polecam każdemu małemu oraz dużemu. 
Gra Dobble zawiera 30 kart, na których znajdują się ponad 30 wizerunków zwierząt-po 6 zwierząt na karcie i tylko 1 powtarzające się zwierzątko na dowolnych dwóch kartach. I to właśnie TY musisz je znaleźć.

Zapytacie mnie o koszt? Wacha się w granicach od 30 paru złotych do 50 paru. W zależności od rodzaju. Ta jest akurat Kids, ale możemy dostać normalną wersję, w której są inne obrazki, bądź wersję z postaciami bajek. Szczerze polecam.




Zgadnij Kto to? To gra która polega na odgadnięciu jaką postać wybrał przeciwnik zadając mu tylko takie pytania, na które może odpowiedzieć: TAK albo NIE. Na przykład. Pytasz przeciwnika. Czy Twoja tajemnicza postać ma kapelusz? Gdy przeciwnik odpowie "nie", zamykasz wszystkie okienka z postaciami, które mają kapelusz. Bez względu na odpowiedź w jednej kolejce można zadać tylko jedno pytanie. Gdy już wiesz jaka postać wybrał przeciwnik musisz poczekać na swoją kolejkę i zamiast zadawać pytanie-wskazać tajemniczą postać. Gra ta uczy maluchy zadawania odpowiednich pytań. Logicznego myślenia. W zestawie znajdują się dwa arkusze z postaciami. Na jednej stronie są zwierzęta a na drugie ludzie. Jeśli już nam znudzą się te postacie, które mamy możemy śmiało wydrukować je z internetu. A wybór jest ogromny. 



Cena gry waha się od 50 zł w górę. W zależności od wersji, kart. Mimo to warto posiadać w domu tą grę. 


KARTY PIOTRUŚ. W to gramy już od ponad roku. Mamy już drugi zestaw. Pierwszy trochę "zgrany" tzn Adaś już sobie oznaczył kartę, która jest Piotrusiem. Pamiętam tą grę za czasów mojego dzieciństwa. Im więcej graczy tym lepsza zabawa. Uwielbiamy grać w nią wieczorami na przemian z tymi wyżej wymienionymi. Adaś trochę próbuje oszukiwać. Ale mamy przy tym niesamowitą frajdę. Karty kosztują kilka złotych. Możemy jest dostać chyba wszędzie. Koszt to do 5 zł. Cena niewielka a radość niesamowita. Nasza pociecha bardzo szybko załapała jak w to się gra. 



Monopoly. Od zera do milionera. Trochę wyższa szkoła jazdy. Ale pierwszy raz zagraliśmy w nią z Adasiem chyba rok temu. Wówczas na wersji mini- takiej podróżnej. Możemy kupić nawet takie typowo dla mniejszych dzieciaków. Myślę, że w przypadku tej gry wersja nie ma większego znaczenia. Czy to dla dzieci mniejszych czy tych starszych. Oczywiście nasza plansza to plansza drużyny piłkarskiej FCBacelona. Chyba zasad tej gry tłumaczyć nie muszę. Myślę, że nie ma takiej osoby, która w nią nie grała. Rzucamy kostkami, przesuwamy pionki, kupujemy pola, pobieramy opłaty. Gra kończy się, gdy zostaje w niej tylko jeden gracz, który nie zbankrutował. 





Sami przyznacie, że ta edycja w reprezentację FCBarcelona  prezentuje się nieziemsko? 

Nie mam nic przeciwko innym zabawkom, bo są równie kreatywne ja gry planszowe. Ale kiedy nie masz pomysłu na ciekawy prezent, chodzisz pomiędzy półkami z kolejnymi zabawkami to spójrz tam gdzie są gry planszowe. Z pewnością wybierzesz coś co Twoja pociecha pokocha. Gwarantuję Ci, że razem będziecie spędzać świetne chwile. 

Podobał Ci się wpis? Chcesz być ze mną na bieżąco to wpadaj na fejsbuczka   oraz instagram.

Pozdrawiam. 






Ostatnio mój kręgosłup woła o pomoc. Serio. Czwarte piętro, bez windy daję mocno w kość. Choć już jestem do tego przyzwyczajona, a przynajmniej tak mi się wydaje, to mój kręgosłup chyba nie. Postanowiłam coś z tym zrobić. Duża zaczęłam czytać na ten temat. Jak sobie poradzić z bolącym kręgosłupem by poczuć ulgę a nie koniecznie sięgać po tabletki przeciwbólowe. To już musiałaby być ostateczność. Pracuję w domu. Dużo w pozycji siedzące. Często też wychodzę na spacery z moimi chłopakami. Choć wózek, który posiadam jest bardzo lekki, tak mój 10 mc synek robi się już coraz cięższy, waży 10 kilo. A to już jest co dźwigać. No nic. Zaczęłam działać. Dobrym sposobem okazał się masaż. Taki prawdziwy, wykonany przez profesjonalistę. Przez kogoś kto się na tym rzeczywiście zna. Tylko jak to pogodzić z dwójką dzieciaków, pracą i jeszcze wyjściem na taki masaż do salonu spa? Wieczory coraz dłuższe. W dzień z czasem średnio. Choć wszystko można zorganizować.  Masażysta na telefon-okazał się być najlepszym rozwiązaniem. Dzwonie, umawiam się na odpowiednią porę, która mi pasuje. W moim przypadku to godziny wieczorne. Kiedy dzieciaki już smacznie śpią a ja sama mogę się zrelaksować. Tak też było. Zaczęłam korzystać z masażu, który wykonany jest w moim własnym domku. 



Wpływ masażu klasycznego na skórę i organizm : 

  • masaż poprawia czynnośc wydzielnicza gruczołów łojowych i potowych,
  • dzięki masażowi naczynia skórne rozszerzają się przez co poprawia się odżywianie skóry,
  • masaż przyspiesza obieg krwi
  • podczas wykonywania masażu tkanki mięśniowe są lepiej zaopatrywane w tlen i substancje odżywcze oraz następuje szybsze wydalanie produktów przemiany materii,
  • taki masaż zwiększa zdolność mięśni do pracy, 
  • zwiększa się również elastyczność i wytrzymałość aparatu wiezadłowego a zatem stopień ruchomości stawów.


To tylko kilka plusów jakie daje za sobą wykonywanie masażu klasycznego. Wykonując taki masaż regularnie odczujemy niesamowitą poprawę. Mięśnie kręgosłupa się wzmocnią przez co my sami poczujemy się zdecydowanie lepiej.






Taki masaż to świetna sprawa, zwłaszcza kiedy "czasowo" nam nie pasuję wyskoczyć do salonu masażu. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem. I staram się korzystać regularnie z tego typu zabiegów. Niebawem będzie coś typowo w stylu SPA. Z chęcią wam pokaże co i jak. Jeśli czyta mnie ktoś z woj. Łódzkiego to polecam Krzysztofę Fryd i jej Mobilny Salon Masażu.

A Ty co myslisz o takim zabiegu wykonanym w domu?

Pozdrawiam.












Pamiętam dzień w którym myśl o blogowaniu dojrzała na tyle, że włączyłam komputer, otworzyłam szablony, wymyśliłam anglojęzyczną nazwę i zaczęłam pisać. Szybko jednak kierunek, który obrałam początkowo, zmienił się na inny. Z upływem czasu moje blogowanie stawało się bardziej dojrzałe, bardziej pewne. Ja sama wiedziałam czego chce. Blog zmienił nazwę na tą, która jest obecnie, która już raczej zostanie ze mną do końca. Blogowanie zmieniło całe moje życie. W pewnym momencie postawiłam wszystko na jedną kartę. Czy się opłaciło? Myślę, że tak. Dziś jestem w tym miejscu, w którym jestem robię to co lubię. Mam ogromny dystans do tego co robię oraz do samej siebie.  Ciężko jest mnie „obalić”  






Dziś piszę już prawie 4 lata. W styczniu minie dokładnie 4. Jak ten czas szybko mija. Miałam małe wzloty i upadki. Bywało różnie. Ale dziś nie o tym. Pamiętam kiedy otrzymałam propozycję wystąpienia w programie emitowanym  w telewizji regionalnej lubuskiej. TVP3 Gorzów Wielkopolski. W programie Agaty Sendeckiej Rodzina na Plus. Trochę się stresowałam, obawiałam ale z drugiej strony czułam, że będzie dobrze. Przecież, nie codziennie mamy okazję występować w telewizji. To, że się stresowało było, raczej normalne. Kiedy jednak kamera ruszyła, zaczęłam rozmawiać z Agatą. Poszło. Do momentu emisji nie wiedziałam co z tego wyniknie. Dziś już wiem, że nie było czym się stresować. 

Oto kilka kadrów jak to wyglądało "od kuchni"










Po ilości gratulacji jakie otrzymałam oraz mali myślę, że już wywiad ze mną widziało dość szerokie grono widzów. Jeśli jednak jeszcze nie widziałaś to zapraszam serdecznie TUTAJ!!!


"Niebawem TVN"...










Dwa porody. Dwa naturalne i dwa jak bardzo różne. 




W dzisijeszmy wpisie troche prywaty i bardzo osobisty wpis. Ostatnio coś mnie naszło, by pisać do szuflady po czym bardzo szybko zaświtało, że przecież mogę pisać tutaj nie tylko dla siebie. Wracając jednak do tematu. Poród. Dla tej, która jeszcze nie rodziła coś co zupełnie wydaje się być obce, trudne, ciężkie i przyprawa o ból głowy na myśl o bólu jaki może przy tym towarzyszyć. Oj tam ból, kiedyś myslałam, do wytrzymania-myślałam, do przeżycia-myślałam. No bo tak, nie ma chyba niczego bardziej fajniejszego, niż pomęczyć się odrobinę i zobaczyć istotkę, która mieszkała w naszym brzuchu w rzeczywistości. No prawda? Czy nie? Ależ oczywiście, że prawda! Wiem, wiem wymądrzam się, ale tak jest i będzie. Co by się nie działo na sali porodowej. Moje historie są dwie. Dwie bardzo róże. 



Cofnijmy się trochę w czasie. Mamy rok 2011r a dokładnie przełom listopada i grudnia.

Mój lekarz każe mi iść położyć się do szpitala na dwa tygodnie przed wskazanym terminem. Pierwszy taki długi pobyt w szpitalu. Jejku jak ja to wytrzymam- psychicznie. Bo chyba na nikogo nie robi dobrego wrażenia leżenie i czekanie w czterech ścianach szpitala. Książki, laptop i telefon(wtedy jeszcze bez dostępu do internetu) jak ja mogłam tak żyć?! O ile pierwszy tydzień zniosłam bez żadnego gadania i marudzenia. O tyle ten drugi tydzień był fatalny. Płakałam prawie codziennie, że chce wyjść, żeby już coś zrobili bo chce już urodzić. Trułam mojemu mężowi, żeby coś zrobił. A to przecież nie on ma decydować tylko lekarz. Chwilą „relaksu” była transmisja KSW wówczas nadawana jeszcze normalnie bez płacenia. Pomijam płacenie 2zł za szpitalny telewizor. To była odskocznia, która otarła moje codzienne łzy. To był albo 26 albo 27 listopad. No mniejsza o datę. W każdym razie dziewczyny, które ze mną tam leżały oglądały razem ze mną. 

Planowany termin wg USG 4 grudnia. 1 grudnia badania. I tekst Pani ordynator, że jak nic się nie ruszy to czekamy do 16. Po moim trupie sobie myślę i mówię do mojego synka, że ma wychodzić z brzucha 4. 2 grudnia ta sama Pani ordynator zaleciła „preindukcje” porodu. Wkładając mi do szyjki macicy jakiś masakrycznie zimny żel. Jej słowa. Jak jesteś w terminie to zacznie się coś dziać, jak nie to czekamy…. Kazała leżeć. Godzina 8 rano bóle jakich mało. Masakra. Myślałam, że to już. Podłączyli pod KTG i kazali dalej leżeć. Mój Boże… Ileż można w bólu leżeć. Skurcze regularne, brak rozwarcia. Czekamy. Aha, zakaz jedzenia, picia do póki nie urodzę. Chyba żart. Telefon do męża, że już się zaczęło. Tak cały Boży dzień. KTG, badania, masowanie szyjki, badanie, jakiś zastrzyk przeciwbólowy, chodzenie pod prysznic. Wieczorny obchód i nic, czekamy. Na szczęście wszystko było często monitorowane KTG ale maluszek wyjść jeszcze nie chciał. 20:30 mój maż wychodzi do domu w razie co jest pod telefonem. Ja dostaję jakaś kroplówkę, do dziś nie wiem co to było ale w minutę wyleciało do żył. Wyprowadzam męża i czuję, że leje się ze mnie. O fuck. nigdzie nie idziesz, chyba, że na porodówkę. Bo wody odeszły. znieczulenie, oddychanie, ćwiczenie na piłce, 4 parcia i Adaś na świecie. Pomyślałam ufff,,,, w końcu udało się. Adaś już jest! godzina 00:50. W wypisie ujrzałam czas porodu_3,5 godziny. Ciekawe jak oni to liczą, jak ja w bólach leżałam od 8 rano. No ale koniec końców udało się. I 5 lat nie wiadomo kiedy zleciało!





Rok 2016. Styczeń. Data porodu wg USG 21 stycznia. Ten sam lekarz, również każe położyć się dużo szybciej do szpitala. Ja jednak twierdzę, że tym razem pójdę nieco później. Tzn na chwilę przed datą porodu. Pojawiłam się 18 na izbie przyjęć po 19 godzinie. Nikogo do przyjęcia tylko ja jedna. Szybko zrobili usg, badanie i połozyli. Na odział nie ten, gdzie leżałam 5 lat letmu, tylko inny. Tam to już po sąsiedzku porodówka. Znowu mój płacz, że ja tam nie chciałam, że chciałam piętro niżej. Lament i stres, bo przecież Adaś w domu na mnie czeka. Eh… To był poniedziałek. Wtorek rano, badania, usg. Mówią mi, że jutro najpóźniej po jutrze urodzę bo mam za mało wód płodowych. Kiedy i gdzie one popłynęły do dziś nie wiem.  I jeszcze dziś będą robić preindukcje. Już na samą myśl miałam dreszcze, jak pomyślałam o tym żelu. Jak się potem okazało, żelu na tym piętrze nie praktykują bo nie działa za dobrze. Powoduje tylko bóle a nie robi rozwarcia. Serio? Teraz to i ja to wiem.  Założymy pani cewnik foleya. A cóż to za ustrojstwo? To taki balonik napełniony ok 60 ml wody, który będzie powodował rozwarcie. Musi Pani z tym tylko chodzić. On zrobi resztę. Ok pomyslałam. Samo nałożenie nie należało do tych przyjemnych. Miałam go w sobie do rana. Nad 4 rano obudziły mnie w miarę regularne skurcze. Już wiedziałam, że to będzie teraz. Telefon do męża, że już. Wszystko monitorowało KTG. U malusza ok, pytanie położnej o znieczulenie. Powiem, tak miałam ochotę zrezygnować ale w ostatniej chwili zdecydowałam się na tak. Kiedy znieczulenie zaczęło działać mogłam się dosłownie zdrzemnąć. Nie trwało to za długo ale chwila „odpoczynku” była. 

Na pierwszy poród i jego cały przebieg nie narzekałam. Wydawało mi się, że jest ok. Bo tak w sumie było. Ale porównując oba to ten drugi był o niebo lepszy. 

Co mogło mieć na to wpływ? 

Wg mnie to podejście do pacjentki, czyli mnie. Pierwszym razem, żel który we mnie włożyli powodował duży ból, zero rozwarcia. Musiałam się męczyć. Za drugim cewnik nie był aż taki tragiczny, skurcze były regularne i w trakcie robiło się rozwarcie. Po drugie położna. Przy pierwszym miałam taką, że gdyby nie fakt, że mąż jest przy mnie jest to nie wiem… choć może to tylko moje odczucia, ale wiesz pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Teraz miałam taką, która wszystko tak dokładnie mi mówiła, kiedy i co mam robić, że nim się obejrzałam to Leo był na świecie. Pamiętam jak bóle parte przyszły o 9:30 i słowa położnej tak zaraz zrobimy, że do 10 twój synek będzie już pod drugiej stronie brzucha. Tylko dobrze słuchaj tego co mówię. I tak też się stało. 9:53 Leo na świecie. 

Być może przy drugim porodzie człowiek tez inaczej psychicznie podchodzi, choć muszę przyznać się bez bicia, że bałam się dużo bardziej niż za pierwszym. Wiedziałam co mnie czeka i chyba stąd ten strach. A dziś mój Leo ma skończone 9 mc i zastanawiam się kiedy to zleciało?  A jak to było z waszymi porodami?! 

Pozdrawiam