Pamiętam jak dziś, dzień w którym przyjechałam do Łodzi. 25 września 2006 rok. Ja mająca niespełna 20 lat, oderwana od maminej spódnicy. Przyjechałam do środkowej polski. Tam gdzie wszystko się zaczęło. Ale od początku. Cofnijmy się w czasie te 10 lat.

Szara myszka z małego miasteczka, gdzie wszyscy o wszystkich, wszystko wiedza. Każdy o każdym ma swoją teorie. To była moja świadoma decyzja. By dać sobie rok luzu zaraz po maturze. Odpocząć i pomyśleć. Rok zleciał tak szybko, że nim się obejrzałam to jechałam- kierunek Łódź. Płakałam, pamiętam tak mocno, że aż moje powieki były opuchnięte-jak nigdy. Tęskniłam równie mocno. Ten dzień wyjazdu był dla mnie, być albo nie być. Wiedziałam ze z czasem wszystko sie ułoży(dziś się z tego śmieje). Tego też dnia, kiedy moi rodzice już odjechali w drogę powrotna. Spotkałam się z nim(obecnie moim mężem). Znaliśmy się tylko z rozmów telefonicznych, wiadomości gadu-gadu, a trafił na mnie przez fotka.pl (czy to jeszcze istnieje?) Przywitał mnie pięknym, ogromnym bukietem czerwonych róż. Podekscytowanie było tak ogromne, że zapomniałam o tym jak  daleko jestem od rodzinnego domu. My chyba już wtedy wiedzieliśmy, że jesteśmy sobie stworzeni. Widzieliśmy się pierwszy raz w realu a mieliśmy wrażenie, że znamy się dobre kilka lat. Jak dwa łyse konie. To były wspaniałe czasy. Mój R powiedział, że jestem tą jedną dziewczyną, którą przedstawia swoim rodzicom. Kiedy to dziś wspominam to aż mam dreszcze-serio. Bo to tyle już lat minęło.  Pierwszy rok studiów zupełnie mi nie pod pasował. Już po pierwszym półroczu wiedziałam, że od nowego roku akademickiego zmienię wszystko i zacznę od nowa. Od nowa nie zaczęłam. Zmieniłam tylko uczelnię. Tam również spotkałam świetnych ludzi.. Przyjaciół do dnia dzisiejszego. Nie powiem, że było łatwo, bo tak nie było. Zachciało mi się robić dwie szkoły jednocześnie. Studia swoją drogą a zaocznie kosmetykę.  Zanim się oswoiłam, zanim zaaklimatyzowałam to trochę czasu minęło. Nie żałuję niczego. Dziś mam piękne wspomnienia. Po 2 latach mój R mi się oświadczył. Tego dnia to już chyba do grobowej deski nie zapomnę(uśmiech). Niby to był dzień jak co dzień ale nie.... Wtedy też zrozumiałam, że moja intuicja nic a nic się nie myli.  Pozostałam jej wierna do dnia dzisiejszego. Oczywiście, powiedziałam tak w swoje 22 urodziny. A dwa lata później powiedziałam ponownie TAK na ślubnym kobiercu. Dziś to już 10 lat. I jak tak sobie wspominam i zastanawiam co by było gdyby? Gdybym w moje 18 urodziny nie zasiała ziarenka w swojej głowie, że może pójdę studiować do Łodzi, gdybym na tym portalu fotka, nie zaznaczyła, że pochodzę z Łodzi(trochę skłamałam i oszukałam-oszukać przeznaczenie? haha), to pewnie byłabym w innym miejscu. Robiła coś innego. Choć tak naprawdę to nie wyobrażam sobie życia bez mojego blogowania. Czasami warto jest jednak zaryzykować. Rzucić się na głęboką wodę. W tamtych czasach gdyby mi ktoś powiedział. Ej laska będziesz studiowała w Łodzi i tam już zostaniesz na stałe... To bym się chyba popłakała ze śmiechu. No ok, wiedziałam czego chce ale z myślą i pod takim warunkiem, że wracam do miasta rodzinnego zaraz po studiach. Przepraszam ale na chwilę obecną to ok, wracam do rodziców, do brata do rodziny, znajomych. Ale na stałe nie, już nie. Mam dwóch wspaniałych urwisów, męża i swoje życie, tutaj w wielkim mieście, którego nie zamieniłabym na nic innego. Czasami ma się "kryzysowe" dni, bo kto ich nie ma? Trzeba szanować to co się ma. Tu i teraz bo życie jest zbyt krótkie by je marnować na pierdoły. Ja korzystam z życia tyle ile mogę. Realizuję swoje marzenia i cele. Rozwijam się w tym co lubię robić i co sprawia mi ogromną przyjemność. Każda "porażka" to nauka, która daję mi siłę. Nowe możliwości, okno na świat. Już dziś nie jestem tą dziewczyną sprzed tych 10 lat. Już dziś nie pozwolę sobie by ktoś mnie "urobił", wmówił mi coś czego jestem pewna, że nie zrobiłam. Dziś twardo stoję na nogach. Wiem, jeszcze bardziej czego chce od życia. Jestem szczęśliwa. Jestem szczęściarą! Cała ja! 



Za jakiś czas otwiera się przede mną nowe okno. Dziś nie mogę powiedzieć jeszcze co to takiego. Ale zapraszam Cię na mojego fejsbuczka, gdzie będę zdawała relację na bieżąco. No i oczywiście na Isntagram bo tam w instastory będzie z pewnością na ten temat wzmianka i to nie jedna. A uwierz mi, że będzie mnóstwo emocji. No dobra już nic nie mówię by nie zapeszyć. Ale to będzie krok ku LEPSZEMU!!!!



PS. Zdjęcie ma dokładnie tyle samo lat. Pochodzi z naszych pierwszych wakacji nad Polskim morzem. 








Wracasz z maluszkiem do domu. Pierwsze doby w szpitalu były dla Was bardzo ważne. Uczyliście się siebie wzajemnie-jeszcze trochę czasu zajmie nim będziecie wiedzieć o sobie wszystko. To tam pierwszą kąpiel maluszka wykonywał doświadczony personel. Pewnie strach i lęk przed pierwszą kąpielą w domu spędza Ci sen z powiek. Doskonale to rozumiem, przechodziłam to dwa razy. Z tym, że za tym drugim razem teoretycznie było lepiej. Ale kiedy robi się to pierwszy raz można się bać. Przecież dziecko to nie lalka. Tylko żywa, maleńka istota. Jak ja sobie poradziłam ze stresem związanym z pierwszą kąpielą? W jakich warunkach należy maluszka kąpać by było mu wygodnie i swobodnie? No i oczywiście byś Ty czuła, że robisz to dobrze. 



KILKA KLUCZOWYCH WSKAZÓWEK Z MOJEGO DOŚWIADCZENIA:

Temperatura wody-temperatura w łazience ew. w innym miejscu gdzie jest wykonywana czynność kąpieli. 

Zadbaj o temperaturę w pomieszczeniu w którym maluszek jest kąpany. Niech to będzie ok 21C. Nie więcej ani mniej. Tyle wystarczy. Jaka zatem powinna być temperatura wody? 36.6. Dzidzia w takiej ciepłej wodzie będzie się czuć najwygodniej. Pamiętam jak początkowo używałam termometru do wody. Z czasem jednak wlewałam wodę "na czuja" Niektóre maluszki lubią cieplejszą  inne trochę chłodniejszą wodę. Po za tym ciepła woda świetnie relaksuje i rozluźnia mięśnie. Pomaga przy problemach z brzuszkiem. 

Miękka woda. Odpowiednie kosmetyki. 


Woda z kranu powinna być miękka, jednak nie każdy taka w swoi kranie ma. Dlatego tak ważny jest odpowiedni dobór kosmetyków do kąpieli. Wierna od zawsze jestem kosmetykom z emolientami. Dla mnie są one najlepsze. I numerem jeden. Świetnie nawilżają niemowlęcą skórę. Jeśli twój maluszek ma bardzo suchą skórę- wlewaj ich do wody bez ograniczeń. W przypadku moich chłopaków takie namaczanie w emolientach przynosiło niesamowity efekt. Już po kilku dniach była znaczna poprawa. 

Dobra organizacja. Rytuał kąpieli  o stałej porze.

Pamiętajmy, że kiedy jesteśmy z takim maluszkiem w domu i przygotowujemy go do kąpieli musimy wszystko mieć obok. Kosmetyki, ręcznik, piżamkę, pampersy. Tak by zaraz po wyjęciu dzidziusia z wody wszystko było pod ręką. U mnie świetnie sprawdził się organizer Beaba.  Ustalmy tak harmonogram kąpieli by była ona o  tej samej porze dnia. Jeśli wykonujemy ją o 20 to niech ta godzina będzie codziennie ta sama. Dla dzidzi jest to bardzo ważne. 



Dobra dobra, wszystko niby takie proste i łatwe. Ale wodę do czegoś nalać trzeba. Wanienka czy wiaderko? Pewnie nie każda z Was słyszała o wiaderku do kąpieli? Do dziś pamiętam minę najbliższych jak powiedziałam, że Adaś będzie kąpany w wiaderku do kąpieli. W wiaderku? Tak, tak. Na tamte czasy nawet do głowy mi nie przyszło posiadanie wanienki. Bo niby po co? Wiaderko jest super! Bo tak było- było super. Nawet zostawiłam je dla Leo. Ba! Nawet kąpałam Leo w wiaderku przez ok 3,5 -4 mc. Jestem zdania, że wiaderko świetnie się sprawdza w tych pierwszych miesiącach. Niesamowicie relaksuje, przypomina maluszkowi o "świecie" tym z brzuszka. Pozycja w której jest maluszek w wiaderku jest taka sama jak w łonie mamy. Z czasem kiedy to dzidzia rośnie wiaderko staję się być trochę za małe. Choć wg producenta ma posłużyć do ok 3 lat. 


Kiedy Leo był już takim fajnym bobaskiem postanowiłam, że spróbujemy wanienki. Przecież wszystko jest dla ludzi. Pomyślałam - czemu nie. Długo zastanawiałam się nad odpowiednim wyborem. Aż trafiłam na wanienkę Baeba, ze stelażem. 







Wanienka Camele’o do kąpieli niemowląt oraz starszych dzieci, francuskiej marki BEABA. Do stosowania od pierwszych dni życia maluszka. Utrzymana w łagodnej niebieskiej kolorystyce. Ma ergonomiczny, opływowy kształt i szerokie krawędzie, co ułatwia trzymanie i stabilność. Wewnątrz zastosowano miękki w dotyku, satynowy, antypoślizgowy materiał, który zwiększa bezpieczeństwo i komfort dziecka podczas kąpieli. Na dnie wanienki znajduje się korek i odpływ, odprowadzający wodę. Z kolei z boku wanienka posiada wgłębienie, które idealnie utrzyma niemal każdą słuchawkę prysznicową, co znacznie ułatwia jej napełnianie, jak też spłukiwanie maluszka bieżącą wodą. 

Wanienkę Camélé'o BEABA można stosować zarówno jako zwykłą wanienkę, jak i mocować ją na uchwytach lub stojaku z tej samej linii. Koncepcja produktów Camele’o marki BEABA opiera się właśnie na ich kompatybilności z innymi z tej linii, np. na modularnym stojaku można mocować i wanienkę, i przewijak, co pozwala lepiej zorganizować przestrzeń w łazience czy pokoju maluszka. Po zamontowaniu na stojaku wanienka jest całkowicie stabilna, a dodatkowo zestaw ten zapewnia komfortową pozycję do kąpania dziecka, bez konieczności schylania się.  

Wanienkę wyprodukowano we Francji.
Do tego produktu możesz dobrać inne akcesoria od BEABA w tej samej gamie kolorystycznej. 

Wiek: 0+
Wymiary: 820 x 550 x 290 mm
Waga: 2680 gr

Francuska marka Beaba powstała w 1989 roku, aby wspierać rodziców na każdym etapie rozwoju ich dziecka. Jej celem jest ciągłe poszukiwanie najwygodniejszych, najbardziej innowacyjnych i najskuteczniej ułatwiających życie rozwiązań. Najmocniejszą stroną firmy są jej twórcy – eksperci w swoich dziedzinach: projektanci, inżynierowie i naukowcy – to oni starają się odpowiedzieć na potrzeby rodziców, którzy oczekują produktów wysokiej jakości, ale przy tym funkcjonalnych i łatwych w obsłudze. Mamy na całym świecie uwielbiają Beaba właśnie za to, że je rozumie, a także za nowoczesny design i modne, stonowane kolory.



Wanienka, jak się okazało nie była taka straszna, super się sprawdziła i użytkujemy ją do dziś. Choć osobiście uważam, że lepiej kąpie mi się w wiaderku, ale znam mamy, które nie podjęły by się wiaderka. Dziś Leo zaraz będzie miał 8 miesięcy. Wanienkę wstawiam pod prysznic, siedzi sam i sprawia mu ogromną frajdę taka kąpiel. 














Produkty dostępne na stronie producenta beaba-polska.pl Ja osobiście jestem zadowolona z wyboru wanienki. Mój maluszek również. Stelaż fajnie się składa i spokojnie mieści się w szafie. A Ty jak swojego maluszka kąpiesz? Wanienka czy może wiaderko? Tak serio to nieważne czy to będzie wiadro czy wanienka. Wygodnie ma być Tobie i maluszkowi. Przede wszystkim również bezpiecznie. Dlatego sprawdzajmy czy produkty, które chcemy kupić mają odpowiednie atesty. 


Pozdrawiam.

Zanim na świat przyszedł Leo zorganizowałam remont. Mała rewolucja dotyczyła głównie salonu oraz sypialni. O ile w salonie wszystko gra i jest tak jak być powinno. O tyle w sypialni ciągle czegoś mi brakuje. Chciałam tapetę w paski. Mam w paski, kolor chyba nie taki. Chciałam fototapetę. Mam fototapetę- zupełnie nie trafiona. Mąż wybrał wzór i teraz wstając rano mam wrażenie, że jestem w Seraju. Serio. Płakać nie będę jak ją będziemy zrywać. Do kolejnej rewolucji, tym razem bardziej przemyślanej. Fakt jest taki, że nie mam jak tam zaszaleć. Sypialnia jest długa i wąska. Sypialniane łózko, łóżeczko i wielka szafa. Przez myśl mi nawet przeszło rozebrać tą szafę. Pytanie tylko po co? Bo dużo więcej miejsca nie zyskam. Jak to mówią, kobieta zmienną jest. I tak też ciągle szukam inspiracji oraz pomysłów na małą, słoneczną sypialnie. Bo w końcu uda mi się zrobić ją taką o jakiej marzę. Mam skromna nadzieję.


I wiesz co? W końcu znalazłam kilka ciekawych pomysłów na aranżację małej sypialni. Zacznijmy od łóżka. One pierwsze pójdzie do zmiany. Problem w tym, że musi być pod wymiar. Musi być idealne. I takie też znalazłam tutaj. W kolekcji Kaspian BRW  ewentualnie z kolekcji Mezo





Jeśli chodzi o stoliki nocne to coś mi się wydaję, że zmieści się jeden. Ale przecież to nie jest istotne ile ich będzie. Ściany tym razem będą malowane farbą bez żadnych tapet czy fototapet. Skąd przyszedł nam ten pomysł? Sama nie wiem. Kolejną rzeczą będą

lustra.







dekoracje 










tekstylia 



oświetlenie.



Tym razem na ścianach postawię na biel, ewentualnie coś w jasnych beżowych kolorach. A zamiast łóżeczka postawię toaletkę. Będę musiała trochę z tą toaletką poczekać, ale za całą resztę się wezmę i sypialnia przejdzie kolejną metamorfozę. Tym razem dokładnie przemyślaną. A jakie są wasze pomysły na małe sypialnie? Skąd czerpiecie inspiracje? Dajcie znak. Z chęcią poczytam Wasze pomysły na słoneczną sypialnię. 



Pozdrawiam.










Adaś miał 2,5 roku kiedy rozpoczął swoją przygodę z przedszkolem. W sumie to złożyliśmy podanie z myślą, że i tak pewnie się nie dostanie. Bo miejsca na wagę złota. A on grudniowy i stety czy niestety  ale dzieci z grudnia są brane w ostatniej kolejności. I tak też się stało. Adaś miał siedzieć w domu z mamą. Kiedy już zdążyłam oswoić się już z myślą, że przecież będzie fajnie. Pojechaliśmy na wakacje. Los chciał, że wrócić musieliśmy wcześniej. Telefon. Przedszkole. Adaś może iść, zwolniło się miejsce. Przyznam szczerze, że nogi mi się ugięły. Ale jak to? Już teraz?Jeszcze tego samego dnia musiałam podjąć. Jeszcze tego samego dnia  wypełniłam ponownie podanie i umowę. Gotowe. Decyzja zapadła. Mimo, naszego oswojenia, że zostajemy jeszcze razem, bałam się strasznie. Z jednej strony cieszyłam się. Nowe znajomości, dzieci. Będzie fajnie. Ale jak to mój mały Adaś do przedszkola? Pamiętam jak dziś ten pierwszy dzień. Nie był aż taki straszny. Dla niego to było zupełnie coś nowego. Kolejne dni były bardziej absorbujące. Pojawił się bunt, że nie chce i nie zostanie. Były łzy - moje też. Przetrwaliśmy. 

Dziś mam już "dorosłego" przedszkolaka. Który doczekać się nie może, kiedy znowu będzie mógł zobaczyć swoich kolegów z grupy. Nawet wstawanie po 6 rano nie będzie straszne. I kiedy to zleciało? Nim się obejrzę, będę przechodziła powtórkę z rozrywki przy Leo. Swoją drogą ciekawe jak to będzie? Czas pokaże. 


Zastanawiasz się czy warto puścić 2,5 latka do przedszkola? Pewnie, że warto. Wiadomo, bywało ciężko. Bywały też przeziębienia i leniuchowanie pod kołderką. Ale przedszkole to duża dawka samodzielności, odwagi oraz mnóstwo nauki przez zabawę. Pierwszy rok dał nam dużo, bardzo dużo. Język mojego malucha rozwinął się w mgnieniu oka. Sama nawet nie wiem, kiedy zaczął mówić pełnymi zdaniami. 


Dziś to już duży 5 letni chłopak. Uwielbia grać w piłkę, gry planszowe , malować, rysować i psocić braciszkowi. Sam wie czego chce. Już teraz nie zadowoli się byle kredkami czy plecakiem. W tym roku królują piłkarze Barcelony. I najlepiej jakby wszystko było w ulubioną drużynę piłkarską. Tak też się stało, z wyprawką przedszkolną. Przecież inaczej być nie może. Co tym razem się w niej znalazło? A sami zobaczcie. 





Oczywiście, nie wszystko jest w Barce, ale najważniejsze - teczka i kredki, jak zobaczył to oszalał z radości. Tak się rozpisałam, że prawie zapomniałam. Mam dla Ciebie niespodziankę. I to nie byle jaką. Lubisz robić zakupy? Lubisz wygrywać ciekawe nagrody? W dodatku jesteś kreatywna/kreatywny? To ta informacja jest dla Ciebie świetna. Sama biorę w tym udział. O czym mowa? O konkursie.

Krówka Nagrodówka. To super zabawa, w której do zdobycia są rewelacyjne  nagrody. Wystarczy,  że zrobisz zakupy w wybranych sklepach o wartości 50 zł . Otrzymujesz kupon do gry, wpisujesz kod i odpowiadasz na pytanie:  

W co chciałbyś/chciałabyś pobawić się z Krówką Nagrodówką? 
Im bardziej jesteś kreatywny tym większe masz szanse na wygranie. Konkurs jest na tyle ciekawy, że sama biorę w nim udział. Robiąc swoje zakupy tutaj. Zapytasz co jest do wygrania? Nagrody główne to 10 dużych zestawów klocków Lego oraz 140 mniejszych zestawów Lego/Lego Duplo. Moje chłopaki uwielbiają te klocki.  Zwłaszcza ten starszy. I mamy nadzieję, że jeden z zestawów trafi w nasze ręce. Przyznasz, że warto zaszaleć? Tym bardziej, że okres szkolno-przedszkolny już blisko co jest świetną okazją do wzięcia udziału w zabawie. Ja w niej udział biorę. Ciebie również zapraszam. Pochwal się koniecznie jak uda Ci się wygrać. Powodzenia!!!




























Smaczny i odżywczy posiłek. Przygotowany ze staranie dobranych składników. W wygodnych opakowaniach, które pozwalają na zachowanie świeżości oraz pełnych walorach smakowych. Smaczne jak u mamy. W dzisiejszym wpisie  będzie kulinarnie. O pysznych zupach gotowych do spożycia w 5 minut. Kwintesencja tradycyjnego smaku i aromatu. Zapraszam do dalszej lektury. 


Do wyboru w 18 smakach. Dla każdego smakosza coś dobrego. Gotowe do spożycia, w wygodnych opakowaniach o gramaturze 450 g. Wystarczy tylko podgrzać. 



Powiem szczerze, że bardzo zaskoczyły mnie te zupki. Na pierwszy ogień poszła ryżowa na rosołku z kawałkami mięska. Zanim otworzyłam opakowanie pewna byłam, że tego mięska będzie mało albo wcale. Ku mojemu zdziwieniu kawałków było całkiem sporo. Wystarczy dosłownie 5-10 minut i danie gotowe. Powiem szczerze, że od czasu do czasu możemy po eksperymentować i przy braku czasu taki obiad  na szybko- wyczarować dzięki Profi i ich gotowanym daniom. 



A co najważniejsze w składzie zup nie znajdziemy chemii, glutaminianu sodu ani barwników. Bazą pomysłu na zupę ryżową Profi  jest przepis kuchni azjatyckiej. Przygotowana jest na rosole z kurczakiem oraz warzywami( marchewka, cebula, seler) W dzisiejszych czasach każdy gdzieś pędzi a takie danie idealnie się sprawdzi jako lanch do pracy. Smacznie, szybko i pożywnie.  Koszt takiego opakowania to ok 4 zł. 


Pozdrawiam.





Witaj. Która z Was boryka się z suchą, atopową skórą? Nie tylko ciała ale równie i dłoni? U mnie druga ciąża i hormony spowodowały, że moja skóra stałą się jak tarka-dosłownie. Nie skłamie jeśli napisze, że wręcz atopowa-właśnie. Każdy jeden dzień, w którym nie posmarowałam się balsamem, kończył się szorstką skórą. Sądziłam, że kiedy urodzę wszystko wróci do normy, Niestety nie wróciło. Mam nadzieję, że po okresie karmienia piersią wszystko wróci do normy. Dziś z balsamami muszę dobrze żyć i używać ich codziennie. Balsamy balsamami, ale co ze skóra na dłoniach? Ona wymagała ode mnie konkretnego nawilżenia. Takiego wiesz, długotrwałego takiego, który będzie się szybko wchłaniał a jednocześnie świetnie nawilżał. Długo, bardzo długo  szukałam odpowiedniego kremu do rąk. Aż w końcu znalazłam. Chcesz się przekonać jaki to był krem? 
To zapraszam do dalszej lektury. 



LIPIKAR XERAND KREM DO RĄK
„La Roche-Posay Lipikar Xerand to innowacyjny krem do rąk, dzięki któremu ręce suche i zniszczone bardzo szybko się regenerują. Lekka konsystencja szybko się wchłania, eliminując uczucie dyskomfortu spowodowane nadmiernym wysuszeniem i szorstkością. 
Krem do rąk La Roche-Posay bazuje na starannie dobranych składnikach, które zapewniają optymalny poziom nawilżenia oraz przyspieszają odnowę uszkodzonego naskórka. Przywracają barierę hydrolipidową skóry, pozostawiając ją gładką i przyjemną w dotyku. 
Formuła została wzbogacona allantoiną, by zapewnić efekt natychmiastowego ukojenia i łagodzenia podrażnień„


Krem idealnie wpasował się w moje potrzeby a raczej w wymagania mojej kapryśnej skóryna dłoniach. Konsystencja kremu jest niesamowicie kremowa a zarazem lekka dzięki czemu wchłania się błyskawicznie w naskórek. Pozostawiając delikatny film. Nie tłuści co jest  dla mnie niesamowicie istotne. Odporny na działanie wody, chroni naskórek moich dłoni przed codziennymi czynnikami drażniącymi. Dzięki swoim składnikom nawilżającym oraz regenerującym sprawia, że skóra jest delikatna, miękka. Przyjemny zapach. W swoim życiu używałam już bardzo dużo kremów do rąk. Od tych najtańszych po te z wyższych półek. Krem La Roche-Posay jest najlepszym jaki miałam okazję używać. Jego działanie jest długotrwałe, nie musimy nim się kremować co kawałek. Skóra po jego użyciu praktycznie od razu staje się aksamitna. Przy regularnym i systematycznym używaniu suchość znika. A dłonie odzyskują swoją prawdziwą piękność. Jeśli jesteś kremo-maniaczką i jeszcze nie używałaś tego kremu to polecam z czystym sumieniem. Masz problem z atopową i bardzo suchą skórą? To ten krem jest dla ciebie idealny. Mała tubka bo 50ml, ale za to niesamowicie wydajna. Idealna do damskiej torebki. Lato to też taka pora, gdzie słońce nie zawsze dobrze wpływa na stan skóry. A krem La Roche-Posay pomoże CI w utrzymaniu idealnych pięknych dłoni. Dłonie kobiety to przecież jej wizytówka. 



Podsumowując.

Krem La Roche-Posay 
  • błyskawicznie się wchłania,
  • efekt nawilżenia natychmiastowy,
  • skuteczny, 
  • przyjemny zapach, 
  • wydajny, 
  • godny polecenia oraz wypróbowania. 





A ty jak radzisz sobie z problemami suchych dłoni? Znasz ten krem? Czy polecasz inny równie skuteczny?