Pierwsze koty za płoty, czyli moje „5 minut” w TVP3 Gorzów Wielkopolski.








Pamiętam dzień w którym myśl o blogowaniu dojrzała na tyle, że włączyłam komputer, otworzyłam szablony, wymyśliłam anglojęzyczną nazwę i zaczęłam pisać. Szybko jednak kierunek, który obrałam początkowo, zmienił się na inny. Z upływem czasu moje blogowanie stawało się bardziej dojrzałe, bardziej pewne. Ja sama wiedziałam czego chce. Blog zmienił nazwę na tą, która jest obecnie, która już raczej zostanie ze mną do końca. Blogowanie zmieniło całe moje życie. W pewnym momencie postawiłam wszystko na jedną kartę. Czy się opłaciło? Myślę, że tak. Dziś jestem w tym miejscu, w którym jestem robię to co lubię. Mam ogromny dystans do tego co robię oraz do samej siebie.  Ciężko jest mnie „obalić”  






Dziś piszę już prawie 4 lata. W styczniu minie dokładnie 4. Jak ten czas szybko mija. Miałam małe wzloty i upadki. Bywało różnie. Ale dziś nie o tym. Pamiętam kiedy otrzymałam propozycję wystąpienia w programie emitowanym  w telewizji regionalnej lubuskiej. TVP3 Gorzów Wielkopolski. W programie Agaty Sendeckiej Rodzina na Plus. Trochę się stresowałam, obawiałam ale z drugiej strony czułam, że będzie dobrze. Przecież, nie codziennie mamy okazję występować w telewizji. To, że się stresowało było, raczej normalne. Kiedy jednak kamera ruszyła, zaczęłam rozmawiać z Agatą. Poszło. Do momentu emisji nie wiedziałam co z tego wyniknie. Dziś już wiem, że nie było czym się stresować. 

Oto kilka kadrów jak to wyglądało "od kuchni"










Po ilości gratulacji jakie otrzymałam oraz mali myślę, że już wywiad ze mną widziało dość szerokie grono widzów. Jeśli jednak jeszcze nie widziałaś to zapraszam serdecznie TUTAJ!!!


"Niebawem TVN"...




Inspiracje. Słoneczna sypialnia.


Zanim na świat przyszedł Leo zorganizowałam remont. Mała rewolucja dotyczyła głównie salonu oraz sypialni. O ile w salonie wszystko gra i jest tak jak być powinno. O tyle w sypialni ciągle czegoś mi brakuje. Chciałam tapetę w paski. Mam w paski, kolor chyba nie taki. Chciałam fototapetę. Mam fototapetę- zupełnie nie trafiona. Mąż wybrał wzór i teraz wstając rano mam wrażenie, że jestem w Seraju. Serio. Płakać nie będę jak ją będziemy zrywać. Do kolejnej rewolucji, tym razem bardziej przemyślanej. Fakt jest taki, że nie mam jak tam zaszaleć. Sypialnia jest długa i wąska. Sypialniane łózko, łóżeczko i wielka szafa. Przez myśl mi nawet przeszło rozebrać tą szafę. Pytanie tylko po co? Bo dużo więcej miejsca nie zyskam. Jak to mówią, kobieta zmienną jest. I tak też ciągle szukam inspiracji oraz pomysłów na małą, słoneczną sypialnie. Bo w końcu uda mi się zrobić ją taką o jakiej marzę. Mam skromna nadzieję.


I wiesz co? W końcu znalazłam kilka ciekawych pomysłów na aranżację małej sypialni. Zacznijmy od łóżka. One pierwsze pójdzie do zmiany. Problem w tym, że musi być pod wymiar. Musi być idealne. I takie też znalazłam tutaj. W kolekcji Kaspian BRW  ewentualnie z kolekcji Mezo





Jeśli chodzi o stoliki nocne to coś mi się wydaję, że zmieści się jeden. Ale przecież to nie jest istotne ile ich będzie. Ściany tym razem będą malowane farbą bez żadnych tapet czy fototapet. Skąd przyszedł nam ten pomysł? Sama nie wiem. Kolejną rzeczą będą

lustra.







dekoracje 










tekstylia 



oświetlenie.



Tym razem na ścianach postawię na biel, ewentualnie coś w jasnych beżowych kolorach. A zamiast łóżeczka postawię toaletkę. Będę musiała trochę z tą toaletką poczekać, ale za całą resztę się wezmę i sypialnia przejdzie kolejną metamorfozę. Tym razem dokładnie przemyślaną. A jakie są wasze pomysły na małe sypialnie? Skąd czerpiecie inspiracje? Dajcie znak. Z chęcią poczytam Wasze pomysły na słoneczną sypialnię. 



Pozdrawiam.










Hej Ho hej Ho do przedszkola by się szło..

Adaś miał 2,5 roku kiedy rozpoczął swoją przygodę z przedszkolem. W sumie to złożyliśmy podanie z myślą, że i tak pewnie się nie dostanie. Bo miejsca na wagę złota. A on grudniowy i stety czy niestety  ale dzieci z grudnia są brane w ostatniej kolejności. I tak też się stało. Adaś miał siedzieć w domu z mamą. Kiedy już zdążyłam oswoić się już z myślą, że przecież będzie fajnie. Pojechaliśmy na wakacje. Los chciał, że wrócić musieliśmy wcześniej. Telefon. Przedszkole. Adaś może iść, zwolniło się miejsce. Przyznam szczerze, że nogi mi się ugięły. Ale jak to? Już teraz?Jeszcze tego samego dnia musiałam podjąć. Jeszcze tego samego dnia  wypełniłam ponownie podanie i umowę. Gotowe. Decyzja zapadła. Mimo, naszego oswojenia, że zostajemy jeszcze razem, bałam się strasznie. Z jednej strony cieszyłam się. Nowe znajomości, dzieci. Będzie fajnie. Ale jak to mój mały Adaś do przedszkola? Pamiętam jak dziś ten pierwszy dzień. Nie był aż taki straszny. Dla niego to było zupełnie coś nowego. Kolejne dni były bardziej absorbujące. Pojawił się bunt, że nie chce i nie zostanie. Były łzy - moje też. Przetrwaliśmy. 

Dziś mam już "dorosłego" przedszkolaka. Który doczekać się nie może, kiedy znowu będzie mógł zobaczyć swoich kolegów z grupy. Nawet wstawanie po 6 rano nie będzie straszne. I kiedy to zleciało? Nim się obejrzę, będę przechodziła powtórkę z rozrywki przy Leo. Swoją drogą ciekawe jak to będzie? Czas pokaże. 


Zastanawiasz się czy warto puścić 2,5 latka do przedszkola? Pewnie, że warto. Wiadomo, bywało ciężko. Bywały też przeziębienia i leniuchowanie pod kołderką. Ale przedszkole to duża dawka samodzielności, odwagi oraz mnóstwo nauki przez zabawę. Pierwszy rok dał nam dużo, bardzo dużo. Język mojego malucha rozwinął się w mgnieniu oka. Sama nawet nie wiem, kiedy zaczął mówić pełnymi zdaniami. 


Dziś to już duży 5 letni chłopak. Uwielbia grać w piłkę, gry planszowe , malować, rysować i psocić braciszkowi. Sam wie czego chce. Już teraz nie zadowoli się byle kredkami czy plecakiem. W tym roku królują piłkarze Barcelony. I najlepiej jakby wszystko było w ulubioną drużynę piłkarską. Tak też się stało, z wyprawką przedszkolną. Przecież inaczej być nie może. Co tym razem się w niej znalazło? A sami zobaczcie. 





Oczywiście, nie wszystko jest w Barce, ale najważniejsze - teczka i kredki, jak zobaczył to oszalał z radości. Tak się rozpisałam, że prawie zapomniałam. Mam dla Ciebie niespodziankę. I to nie byle jaką. Lubisz robić zakupy? Lubisz wygrywać ciekawe nagrody? W dodatku jesteś kreatywna/kreatywny? To ta informacja jest dla Ciebie świetna. Sama biorę w tym udział. O czym mowa? O konkursie.

Krówka Nagrodówka. To super zabawa, w której do zdobycia są rewelacyjne  nagrody. Wystarczy,  że zrobisz zakupy w wybranych sklepach o wartości 50 zł . Otrzymujesz kupon do gry, wpisujesz kod i odpowiadasz na pytanie:  

W co chciałbyś/chciałabyś pobawić się z Krówką Nagrodówką? 
Im bardziej jesteś kreatywny tym większe masz szanse na wygranie. Konkurs jest na tyle ciekawy, że sama biorę w nim udział. Robiąc swoje zakupy tutaj. Zapytasz co jest do wygrania? Nagrody główne to 10 dużych zestawów klocków Lego oraz 140 mniejszych zestawów Lego/Lego Duplo. Moje chłopaki uwielbiają te klocki.  Zwłaszcza ten starszy. I mamy nadzieję, że jeden z zestawów trafi w nasze ręce. Przyznasz, że warto zaszaleć? Tym bardziej, że okres szkolno-przedszkolny już blisko co jest świetną okazją do wzięcia udziału w zabawie. Ja w niej udział biorę. Ciebie również zapraszam. Pochwal się koniecznie jak uda Ci się wygrać. Powodzenia!!!
























Przepis na naleśniki, które z łatwością zrobisz w domu.





Witaj. Pamiętam ten smak z dziecięcych lat. Podawane z dżemem, czekoladą, kawałkami owoców a nawet z samym cukrem choć te ostatnie nie bardzo mi odpowiadały.  Tak-Naleśniki. Czy jest ktoś kto ich nie lubi? Uwielbiają je chyba wszyscy od dzieci po dorosłych. Możemy się nimi delektować na śniadanie, obiad czy kolację. Danie, które każdy według swojego gustu przyrządza jak chce. Dziś zapraszam Cię na naleśniki wg. mojego przepisu.







Stworzone przez Russell Hobbs urządzenie do smażenia naleśników posiada łatwy w obsłudze system nagrzewania i 30-centymetrową nieprzywierającą powłokę. Dzięki temu można sprawnie przygotować idealne naleśniki.
Odpowiednio zaprojektowane krawędzie sprawiają, że ciasto nie kapie na blat. W ten sposób unikamy bałaganu w kuchni. W zestawie znajduje się wałek, który zapewnia jednolitość rozmiaru i kształtu. Za pomocą przycisku nagrzewamy płytę, a następnie wlewamy ciasto i rozwałkowujemy. Sprawdzamy, czy dolna część jest odpowiednio usmażona i obracamy za pomocą dołączonej do zestawu łopatki.
Płyta ma taką samą temperaturę na całej swojej powierzchni, dzięki czemu naleśniki są równiejsze niż w przypadku stosowania patelni. Nie łamią się i nie przywierają do płyty, więc nie mamy żadnych spalonych kawałków. Szereg przydatnych funkcji zapewnia szybkie i bezproblemowe przygotowanie pysznych naleśników!







Przepis.


  • Dwie szklanki mąki, 
  • mleko, 
  • odrobina wody gazowanej dla pulchności ciasta, 
  • jedno jajko. 
  • Wszystkie składniki łączymy za pomocą miksera tak by powstało jednolite ciasto. 



U mnie serwuje  się cienkie naleśniki dlatego zawsze moje ciasto jest rzadsze. Smażymy na odrobinie(dosłownie kilku kroplach) oliwy z oliwek. Od jakiegoś czasu swoje naleśniki smażę na naleśnikarce Russell Hobbs dzięki, której wychodzą naleśniki wielkości tortilli i możemy do nich "zapakować" co tylko chcemy. Nic się nie przypala, nie przywiera i z łatwością możemy przełożyć naleśnika na drugą stronę.



Przepis na Mus do nadziania naleśników.


  • Dwa banany, 
  • 5-6 truskawek,
  • jedno Monte 
  • Wszystkie składniki za pomocą blendera łączymy ze sobą tak by powstał mus.


Gotowe "nadziane" naleśniki możemy udekorować rozgrzaną czekoladą, borówkami oraz bitą śmietaną. Podajemy na śniadanie bądź podwieczorek. Ale uwaga to danie akurat mocno kaloryczne. Jednak co tam! Od czasu do czasu dawka cukru jeszcze nikomu nie zaszkodziła. A sami przyznacie, że takie dania są szybkie, łatwe w wykonaniu oraz smaczne. :)





PS. dla matki karmiącej wersja light czyli naleśniki z musem jabłuszkowym bez dodatków.

Smacznego.

A Ty z czym lubisz naleśniki?

Naleśnikarka Russell Hobbs.











instagram