2/06/2017

Usuwać migdałki u małych dzieci czy nie usuwać? Czy możliwe jest by Twój przedszkolak nie chorował?






Moja historia jest długa i kręta, ale myślę, że warto o niej wspomnieć. Mówią, że każde dziecko w przedszkolu choruje,  że jak tylko do niego pójdzie to się zacznie... I nie trudno się z tym nie zgodzić. Zwłaszcza, że nie każde dziecko chore jest w domu(a w przedszkolu) Adaś ma już skończone 5lat. Początki bywały bardzo różne. I zanim zaczniesz mnie oceniać albo zarzucisz mi cień kłamstwa poznaj naszą historię.

Jak tylko się urodził postawiłam na karmienie piersią tak długo jak to będzie możliwe. I tak było karmiliśmy się 1,5 roku. Każdy dobry pediatra, położna czy inny lekarz powie, że nie ma nic lepszego od karmienia piersią. To niesamowita dawka odporności-naturalnej odporności. Ale przecież nic nie trwa wiecznie. Adaś poszedł do przedszkola mając 2,5 roku. Pojawiały się pierwsze jakieś tam infekcje typu karat, lekki kaszelek. Nic poważnego. Kila dni w domu i zdrowiał. Oczywiście w tym czasie siedzieliśmy w domu bo nie wyobrażam sobie posyłać do przedszkola dziecka chorego. Pamiętam jak któregoś razu podczas wizyty u naszej Pani doktor... Powiedziałam tak mimo chodem-trochę pod nosem. Byłeś tyle karmiony i jesteś chory? Pani doktor się zaśmiała i powiedziała. I bardzo dobrze, bo dzięki temu nie ma żadnego zapalenie płuc, oskrzeli czy innego choróbska przy którym musiałabym przepisać antybiotyk. Za drzwiami jest dużo takich dzieciaków, które właśnie tak chorują. Proszę mi wierzyć, dała Pani Adasiowi to co najlepsze. 


W pewnym momencie trochę mnie przerosły te częste wizyty u lekarza. Katar zaciekający na tylną ścianę gardła-powodujący kaszelek. I tak w kółko. Znałam tą diagnozę na pamięć. Aż raz usłyszałam, wie Pani co to mogą być migdały. To może być 3 migdał. Usunąć najlepiej i będzie po sprawie. Możesz sobie tylko wyobrazić ten strach. Bo jak mogę się zgodzić na operację u 3-4 latka? Kolejka na taki zabieg to jest jakaś masakra... I tak zaczęliśmy szukać specjalistów w tym temacie. Ktoś dał nam namiar na ponoć najlepszego lekarza- laryngologa. O cenie wizyty nawet nie wspomnę. Ale pieniądze nie są tutaj najważniejsze. Bo jak masz do wyboru;  zdrowie dziecka to reszta się nie liczy. Pierwszy antybiotyk, który Adaś trzymał w wieku 3,5 lat. Potem się okazało, że w ogóle nie trafiony i zbędny. Tak to określił ten laryngolog. Powiedział, że wykieruje te migdały na tyle by obeszło się bez żadnej operacji. I tak też było. Pamiętam worek leków, który przynieśliśmy z apteki. Kuracja trwała całe wakacje. Już po 3 dniach zauważyłam, że Adaś przestał chrapać i śpi z zamknięta buźką. Jaki to był piękny widok. Zaczął mówić normalnie. Tzn nie przez nos-czyli jego nos się odetkał na tyle, żeby swobodnie oddychać. Wakacje zleciały. 

Przyszła pora do przedszkola... Niestety ta piękna sytuacja prysnęła jak bańka mydlana. Znowu się zaczęło... Zatkany nos, chrapanie, karat... I zonk. Matka straciła nadzieję. Lekarz mówił, że skoro  będzie się to tak powtarzało to trzeba operację. Usuniemy migdał i będzie ok. Wie Pani, że ta operacja-zabieg jest pod narkozą. I chyba to najbardziej mnie stresowało. Bo wyobraź sobie teraz, że Twój maluszek ma być pod narkozą? Strach. Poziom hard. W między czasie pojawiło się zapalenie ucha... Pierwszy raz z życiu. Pierwszy raz tak poważnie, że musieliśmy jechać na ściąganie wydzieliny z ucha. Ciągle głos tego laryngologa- zabieg operacja. Decyzja. Daje skierowanie. Nie ma co czekać. Potem się okazało, że najbliższy termin mocno odległy w czasie...W sumie to na ten rok w kwietniu. Adaś to zapalenie ucha dostał na 2 tyg przed moim porodem... Leo urodził się 20 a Adaś na wizytę kontrolną miał iść 19 Stycznia. Także już wiedziałam, że dopóki jego zdrowie nie wróci do normy to nie ma mowy o przedszkolu. W domu siedział chyba do marca. Do pierwszego szczepienia Leosia. Wszyscy musieliśmy być zdrowi. 

I stał się cud. Bo ktoś polecił nam jeszcze jednego lekarza. Laryngolog-alergolog. Zanim usuniecie migdała, warto skonsultować to z innym. Troszkę tańszy, ale kazał do siebie przychodzić co dwa tyg. I wiesz co się okazało? Że moje dziecko jest uczulone, na mleko, czekoladę i orzechy! I gdybyśmy usunęli mu tego migdała to byśmy mu zrobili gorszą krzywdę niż przed. Testy alergologiczne potwierdziły. Czarno na białym. Alergia. I dopóki nie wyeliminujemy tego wszystkiego z diety młodego, tak się będzie działo. Najgorzej było z mlekiem. Bo przecież to człowieczek uwielbiający wszystko co na mleku. Pierwszy w kolejne po zupę mleczną. Bardzo ale to bardzo ciężko było.  Czekoladę i orzechy jakoś prościej. Niestety na leczenie stricte odczulające spóźniliśmy się bo to trzeba w konkretnym przedziale czasowym wykonać. Lekarz wdrożył inne, które dawało radę. Plus inna dieta. I od razu "choroby" mniej Adasia dotykały. Serio.  Ta alergia nie objawiała się wysypką. Reagowały migdały(wcześniej nie wiedziałam o alergii i działo się jak się działo), które od razu były obrzęknięte. Obrzęk migdała i od razu przytkany nos, karat ściekający na tylną ścianę gardła, kaszelek. Adaś codziennie pił to mleko... I codziennie tak było. Wydawało się to normalne, bo przecież ani wysypki ani innych objawów nie było-tak myślałam. Jak otrzymał jakiś lek taki wyciszający to wszystko to na chwilę było ok. Potem znowu. Mieliśmy już tego dosyć. Ja miałam dość. Spać mi to po nocy nie dawało. Bo takie leczenie znałam na pamięć. Wiedziałam jakie syropy, jakie krople do nosa czy proszki. Aż w końcu ten lekarz otworzył nam oczy. Informacja do przedszkola, o bezwzględny zakaz podawania Adasiu mleka i produktów na mleku. Poprawa nastąpiła bardzo szybko. 

Kurację odczulającą-uodporniającą zaczęliśmy pod koniec sierpnia początek września. Jakoś tak. Początkowo co tydzień przez 4 dni Adaś otrzymywał lek. Teraz wystarczy raz w miesiącu. Trwa ona do kwietnia(czyli trwa nadal) Eureka. Operacji nie trzeba-na chwilę dzisiejszą. Zero chrapania, zero przytkanego nosa. Migdały wróciły do normy.  

Pijemy również wodę z imbirem, sokiem z cytryny i miodem. Ten ostatni to głównie dla Adasia dla zmiany smaku.





I od września chodzimy codziennie do przedszkola. Nie ma problemu z infekcjami tak jak to było w zeszłym roku. Czy na samym początku przygody z przedszkolem.  Dobrze wiem co czują mamy, których dzieciaki ciągle chorują. Z własnego doświadczenia. 

Co do operacji usunięcia migdałów. To są różne szkoły. Jeden lekarz powie tak inny nie. Znam mamy, które się na to zdeydowały i ich maluchy zdrowe.  A jak mają katar to dwa trzy dni i ok. Ale znam też takie mamy, które usunęły i ich maluchy mają gorzej niż przed operacją. Ciągle jakieś leki, sterydy i innemu podobne specyfiki. Jestem zdania, że usunąć zawsze się zdąży. Z drugiej strony wg naszego lekarza. Wraz ze wzrostem dziecka- migdał już nie są takie duże. W naszym przypadku to alergia powodowała to wszystko. Prawdą jest też fakt, że jak dziecko wychoruje się w pierwszych latach przedszkola to potem już tylko lepiej :)


A jak Wasze dzieciaki i ich zdrowie? Znacie domowe sposoby na wspomaganie odporności? Co sądzicie o usunięciu migdałków? Jest tutaj mamusia która się na to zdecydowała? \


PS. Nad tym wpisem zastanawiałam się już jakiś czas temu. Bo z migdałami borykaliśmy się bardzo długo. Napisałam to w skrócie tak by przybliżyć sytuację. Obecnie jest super. I wierze w to, że nie będziemy musieli decydować się na zabieg. Z doświadczenia wiem już jak postępować przy Leo, kiedy on zacznie chodzić do przedszkola. Warto inwestować w najlepszych specjalistów, ale warto też konsultować też z innym lekarzem. O alergii nie wiedziałam długo. A mleko było u nas na codzień... Eh.. człowiek uczy się na własnym doświadczeniu.

Pozdrawiam Wszystkie mamuśki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli już tu jesteś to zostaw po sobie ślad. Ja nie owijam w bawełnę -Ty również pisz szczerze to co myślisz, uważaj jednak na słowa i nie obrażaj innych. Szanujmy się wzajemnie :)
Spodobało Ci się- zostań na dłużej i zaobserwuj.

Moderowanie komentarzy włączone.